Szukaj

Niewygodny debiut, który zmusza do śmiechu i złości (na siebie)

M, 25 kwiecień 2018
Niewygodny debiut, który zmusza do śmiechu i złości (na siebie)

Debiutancki film Rungano Nyoni "Nie jestem czarownicą" pokazuje jak skomplikowany i paradoksalny jest świat afrykańskich kobiet. Reżyserka przenosi nas do Zambii, gdzie przyglądamy się oskarżonej o czary 9-letniej Shuli, której tak długo powtarza się, że jest czarownicą, aż sama zaczyna mieć wątpliwości, jaka jest jej tożsamość. 

Filmowa Zambia wygląda jak przeniesiony do rzeczywistości świat z „Opowieści podręcznej”. Oskarżone o czary kobiety wstążką, jak smyczą, przywiązuje się do drzew lub słupów, by nie odfrunęły z grupy, w której pracują na roli. Ich życie nie ogranicza się jednak wyłącznie do harówki. Mają też chwilę oddechu, kiedy bawią się w teatr dla bogatych turystów. Kiedy ci pojawiają się, kobiety jak na zawołanie syczą i szczerzą kły ku uciesze rozhisteryzowanych wycieczkowiczów.

Straszne to wszystko, ale i jednocześnie śmieszne. Debiutantka Rungano Nyoni, która na świat przyszła w Zambii, ale dorastała w Walii, ani myśli litować się nad losem bohaterki, oskarżonej o czary 9-letniej Shuli. Nie chce też ograniczać się do wywoływania w nas poczucia winy za to, co dzieje się w jej ojczyźnie. Jest za sprytna, żeby nośny temat, jakim dysponuje, przedstawić jako publicystykę. Zamiast tego prowadzi z widzem wyrafinowaną grę, która powoduje, że projekcja staje się coraz bardziej niewygodna, a my nie wiemy, jak na to, co oglądamy, zareagować.